obraz na moim talerzu

obraz na moim talerzu

maluje się obraz przede mną albo kruszy

ukruszył się już z okruszków śniadaniowej pory

wdech głęboki

wydech długi

na skrzypcach i wiolonczeli i innych instrumentach orkiestra z daleka gra fragmenty jig oraz sarabanda

pusty talerz

nie taki pusty bo resztki rozproszone

obserwuje i podziwiam i ja i one w czasie

przyglądam się ze wzruszeniem ale też wdzięcznością i jakimś smutkiem skromnie łzawym

smutek dlatego że wiem ile kosztuje pracy to śniadanie

widzę ludzi i nie musze z nimi się łączyć

wiem że są

może oni też wiedzą że jestem

to też kosztowny wydaje się być zwykły poranek

nie wiem kto ma czas na te przemyślenia

nie wiem kto ma czas to notować 

.

dopijam ostatnie warstwy kawy w szklance przez którą kuchenne światło przebija się w różne strony tworząc coś na wzór gwiazdy

jestem teraz obok ciebie albo w oczach twojej wyobraźni której jeszcze nie ma a już jest

jesteś tam 

bardzo daleko ode mnie

wiem że w tym momencie bardzo blisko

o nic innego mi nie chodzi 

w spotkaniu

w momencie 

jestem w podroży z tobą której obraz wysyłam

jestem w podróży z tobą której obraz łączy nas

.

mógłbym zjeść śniadanie i nie zwracać uwagi

mógłbym nie być i myśleć o czymś innym

mógłbym wiele innych rzeczy

chce jednak być z tobą w czasie którego nie ma

jestem nadgryzionym jabłkiem

jestem nadgryzionym jabłkiem

jestem swoim dziadkiem

przodkiem i przodownikiem swoich działań

załamań plecy wielokrotnie doznały

kwiaty które stały wodę rozlały i wyschły nie doznając długiego życia

długie moje myśli

długie moje długi wobec natury

na spłatę mam czas ale patrzę częstokroć umierając w tym spojrzeniu

światowy dzień dążenia do tego jednego odważnego gestu

nie mam na to czasu mój czas jest na co innego

nagryzionym jabłkiem jestem

czym będę za sto lat

gdzie będę za pięć minut

pytania bez odpowiedzi mnożą się na swędzącej głowie od treści jakie poruszają

jestem powłoką mroczną bez wzoru na życie który ktoś obliczy i dowiem się to co wiem

moje myśli nie umierają razem z ciałem

moje myśli turlają się i truchleją gdy ciało gnije

z jednym tchnieniem zdechłych promili słabości przeminę ale zanim to chcę zdążyć

żeby zaprosić

żeby siebie przeprosić

żeby zgiąć i zagiąć rzeczywistość plastycznie i zgodnie ze sobą i dla siebie być pomocnym

nadgryzam jabłko którym jestem

kładę na ziemię

odsuwam się i odkrywam cieniem

jabłko wciągnięte przez odwrócone spojrzenie wraca na gałąź

ja staję nieruchomo i przeradzam się w drzewo

jestem drzewem

jestem gałęzią

nie umieram i nie gniję

żyję tą treścią

szukam dni w kartonie z przeszłości

szukam dni w kartonie z przeszłości

przyjeżdża do mnie na zawołanie

nie moje wołanie ale styki połączenia nerwowe nerwicowe wzgórza

manie maniakalne odpływają w dal ale zostają suche kamienie przekładane

przesypane

przytargane przez wodę która przyniosła potrzebę szukania

dni które odpływ wziął

dni które o przeszłości mówiły wciąż

zabawki

sprawy

zmieszany plastik

drewniany koń

samochód metalowy kombi ciemno zielony

karton kartony dni niemowy

szukam dni w kartonie który sam sobą zanotował pewnie czas

szedłem z tobą

z wąsami przyklejonymi pod nosem

dziecko niosłem

karton niosłem

zaglądam tam szukając

zapominając czego szukam i co chciałem znaleźć

zajrzenia i spojrzenia kolejne stawiam przed sobą a braki które też tu są nie znajduję