czasem chcę żebyś przyszła

czasem chcę żebyś przyszła

czasem widzę jak przychodzisz

łagodzisz notoryczne napływające pierwiastki żyjące albo biegnące do bezmyślnego działania

nie przerywam tego boju i żeby się nie łudzić że bredzę stwierdzam na szybko że nie jestem najważniejszy na świecie

czasem brakuje zewnętrznego i troskliwego spojrzenia które wyciągnie dłoń pierwsza

to nie nadchodzi

uspokój oczy powtarzam sobie

bez rozpaczy a raczej silnym krokiem idę dalej bo wiem że to minie

mija powoli ale mija i mijam ja siebie niekoniecznie zdarzenia

mija bo chcę żeby mijanki były w czasie rzeczywistym nie tylko w linijkach zmyślonych

nadchodzi czas w którym rozmazuję na ścianach ten dotyk

nie wstydzę się patrząc sobie w oczy

nie rozpaczam

zajmuję się sobą po chwilowym zajściu zejściu rozboju

idę dalej szlakiem roztargnionych ale dobrze opiekujących się sobą dzieci

następnie czuję wiatr który gładzi moje policzki czyli tam gdzie chcę

być może to ten wiatr który znam on jest nią i to ona nie on gładzi mnie i uspokaja

schładzam się

nie potrzebuję cię ludzki dotyku ludzka rzeczo człowiecza istoto

nie muszę szukać w istocie ludzkiego wymiaru i aspektu i molekule w płatach czołowych i fizycznym ciebie

może znajdę ukojenie w wersecie wierszu wietrze we wszystkim na literę Wu

wiem też że nie oszukam siebie i każda spragniona część mnie dostając poetyckie zamienniki nadal cierpi i szukać będzie ukojenia w człowieku i bliskości okrycia