wydaje mi się że widzę coś innego

wydaje mi się że widzę coś innego

coś innego niż to czym jesteś

widzę inaczej

pędzące niczym pociągi moje oczy

widzę rozbijające się blachy hałasujące do momentu w którym pękają bębenki i wylewa się ból uszu

cieknie po szyi i karku ten widok wilgotny i tłusty

gęsty widok ciebie gdy odsłaniasz się przed lustrem depresji

dotykasz dłonią wyciągniętą w ostatniej chwili kiedy zbliżasz się do siebie

chce mi się płakać od hałasu jaki słyszę w głowie od tego uderzenia

metaliczne szlifierki i wiertarki z tyłu głowy wchodzą we mnie drżąc

w subtelnym geście kładziesz dłoń na szyi

subtelna i delikatna pachnąca okryta włosami szyja

skręca cię coś w środku

zwalniasz

ja zwalniam

w obserwacji ciebie drgają moje oczy na długości uśmiechów które czasami chcę widzieć

włosy bujne i gęste swobodnie od przeciągu wiatru ciepłego dmuchu poruszają się powoli i rytmicznie

widzę twój oddech podobnie jak te włosy

w tym samym rytmie patrzysz uważnie kiedy upada twoje ciało

na podłodze drewnianej

oparta o ścianę

.

wydaje mi się że widzę coś innego

coś innego niż to czym teraz jesteś

gdy wracam

gdy wracam
czuję się jak gość w pokoju hotelowym
jestem ciągle nowym gościem w pokoju nowym
zapach wy-prania krochmalu magla proszku i zamkniętych pokoi kamer
materiał kapy zasłania sofy wygodę zatrzymując ten luksus na później
na nagrodę którą dostanę po zdanej szkole
lubię tu być ale wolę tu być krótko i wyjeżdżać
wracać tylko na sen
położyć głowę na poduszce miękkiej w stopniu umiarkowanym
dotknąć snu jak by to nie był sen tylko sen cały czas a życie dziwne i nierealne jak sen
zatem głowę na poduszce lubię kłaść jak sen który dzieje się cały czas
jak liść kładzie się na trawie i mchu kamieniu jesienią kładę się ja
po pokojach wędruje za czymś w poszukiwaniu siebie chyba
chodzę za cieniem jak cień za smugą którą jest i zostawiam go i szukam
od okna do okna czasem po drodze przekładając coś z miejsca na miejsce w udawanej obecności samego siebie
i tlen
okien otworem wchodzi między pokoje jak zjawa wpada jest wszędzie
a ja zmierzam wtedy do wanny by z melodią śpiewu sprzed stu lat lub nowszą spędzic ten moment który jak uderzenie fali ciepła wodą mnie bije
wanna ciepła nagrzana od zawsze za ciepłej wody
wtedy jestem wolny
obmyty z tego co sie przykleiło danego dnia i danej godziny odpływa z odpływem który syczy na koniec jak wąż mały i skromny nie chcąc nikogo skrzywdzić
czuję jeszcze często wodę na głowie która studzi mój dynamiczny czasem nikomu nie znany i ciagle zmieniający się nastrojo-temperament
zjadam coś zwykle albo później i układam ciało w bezsensowny sposób w jaki ciało od tysiąca lat nie przywykło i tak się nie kładło
odpadam bo opada mi głowa w skręcie karku i samo-zamykanych powiekach
mono brzdęki minimalnego piano echem się odbijają
znowu w pseudo życiu śnie we śnie bez snu życiu
odcinam tlen i gasnę

nie oddycham

nie oddycham

łapię oddech

nie łapię

zdycham

płuca dziurawe przelatuje tlen przez moją klatkę piersiową

od drzwi do drzwi chodzę i pukam nie wiem kto otworzy

co zrobię i co zrobi jak dojrzy przezroczystość i nikogo w pustych płucach

gdzie mój oddech

gdzie tlen do mózgu idący zewsząd do wewsząd głęboko

pusto

równo wypełniam obowiązki odhaczając i odklepując listę

czyste konto moje że aż nic

gdzie napęd głębokiego wdechu odświeżający ciało

czy ja się przydarzam czy tlen spycham w nawias

brakuje tchu na codzień gdzie dzień zdominowany jest przez pauzę i zatrzymany rytm na wdechu hamując ciałem

nie to chcę i chciałem tylko normalnie

jak to by było nie wiem i nie wie też ktoś

dlatego tylko to pozostaje zanotować w sercu spadków arytmii bo tak się odbije

i nie wiem czy żyję 40 lat z echem wracającej czarownicy która zabrała oddech na starcie